Deadzone: Rogue - szykuje się naprawdę dobra strzelanka roguelike
Deadzone: Rogue to roguelike FPS, w którym po śmierci tracisz cały ekwipunek i zaczynasz od nowa. Sprawdziłem grę od wydawcy i strzela się w nią wybornie. Drzewko rozwoju, kolorowa broń z bonusami żywiołów, ray tracing i co-op na cztery osoby. Pierwsze wrażenia po godzinie grania.
Kosmiczne roguelite z charakterem
Deadzone: Rogue to FPS roguelite od Prophecy Games, który wskoczył do wczesnego dostępu 29 kwietnia 2025.
I powiem wam, że gra się przyjemnie. Serio, strzelanie jest po prostu fajne. Jak ktoś grał kiedyś w Dooma, to myślę, że tutaj się odnajdzie - taki lekki doom-owy feeling. Gra ma język polski, co na start jest spoko, i od razu widać, że jest w czym grzebać.
Drzewko rozwoju i swoboda zabawy
Na naszym statku mamy drzewko umiejętności, w którym wydajemy punkty zdobyte podczas misji. Zdrowie, obrażenia broni, zasięg eksplozji granatu i obrażenia granatu - jest z czego wybierać. Drzewko daje dość dużą swobodę zabawy, bo sami decydujemy, w co inwestujemy punkty. Po śmierci wracamy na statek i możemy je spokojnie rozdysponować przed kolejnym podejściem.
Bo tak - to roguelite. Umieramy, tracimy cały ekwipunek zdobyty podczas misji i zaczynamy od nowa ze swojego statku. Zawsze startujemy zwykłym pistoletem, a resztę sprzętu zbieramy w trakcie.
Loot i ulepszenia
System lootowania jest rozbudowany. Mamy kilka poziomów rzadkości - białe przedmioty na start, potem zielone z dodatkowymi bonusami (zamrażanie przeciwników, dodatkowe obrażenia), niebieskie, fioletowe, aż po legendarne. Każda broń zielona i wyższa ma jakieś dodatkowe efekty, które wpływają na styl walki.
Do tego po ukończeniu sektora dostajemy do wyboru ulepszenia pasywne - szybsza regeneracja zdrowia, zwiększone obrażenia krytyczne, elementalna amunicja i mnóstwo innych rzeczy. Za złom możemy ulepszać broń i pancerz. Jest tego naprawdę sporo i fajnie się w tym grzebie.
Misje i walka
Misje są podzielone na sektory - pierwsza misja ma ich 30, a w strefie pierwszej czekają cztery takie misje. Poza normalnym poziomem trudności mamy jeszcze trudny, eksperta i koszmar, więc jest co robić.
Na początku każdej misji mamy tryb stealth, gdzie jesteśmy niewidoczni i możemy się ustawić przed rozpoczęciem walki. To fajne, bo daje moment na ogarnięcie terenu. Walczymy z różnymi typami robotów - są zwykłe, osłonięte tarczami, elitarne, latające i wieżyczki, które trzeba niszczyć trafiając w słaby punkt na dole. Im dalej w głąb, tym mocniejsi przeciwnicy.
Dostajemy też towarzysza - robocika, który przejmuje agro i naprawdę pomaga w walce. A na końcu mojego runu czekał pająkowaty boss, przy którym padłem, bo zadawałem już za małe obrażenia. Wygląda na to, że tarcza jest ważniejsza od zdrowia, bo się regeneruje.
Co-op i technikalia
W grę można grać w kooperacji do trzech czy czterech osób. Sam grałem solo i dałem radę dość daleko na normalnym, ale z ekipą pewnie jest jeszcze fajniej.
Po stronie technicznej - gra ma Ray Tracing Lumen. Z włączonym RT musiałem ustawić DLSS na 65%, żeby osiągnąć stabilne 60 klatek. Bez ray tracingu DLSS nie jest potrzebny i można przestawić go w tryb DLAA. Gram na RTX 4070 Ti Super z Ryzenem 7 5800X3D.
Na koniec
Gra jest świeżo po wejściu we wczesny dostęp i jak dotąd bawi mnie solidnie. Strzelanie jest przyjemne, system lootowania wciąga, drzewko rozwoju daje swobodę. Jest w tym taki lekki doom-owy feeling. Grałem godzinę, a wydawało mi się, że dłużej.
Jak ktoś lubi roguelite'y z elementami FPS, to myślę, że warto zerknąć. Jest co robić i jest w czym grzebać.
Egzemplarz gry otrzymałem bezpłatnie od wydawcy (Prophecy Games)