Kunitsu-Gami: Path of the Goddess - slasher, strategia i tower defense w jednym? Pierwsze wrażenia
Kunitsu-Gami od Capcomu łączy slashera ze strategią i tower defense. Sprawdzam, jak wypada to nietypowe połączenie gatunków w japońskiej oprawie i co działa, a co zgrzyta.
Trzy gatunki w jednym kotle
Kunitsu-Gami: Path of the Goddess to gra typu slasher z elementami strategii i tower defense. Trzy gatunki w jednym tytule, co jest dość nietypowym połączeniem. Byłem ciekaw, jak Capcomowi wyszło zmieszanie tych światów.
Na starcie trzeba wspomnieć o jednym: gra nie ma polskich napisów. Jak Capcom ma w zwyczaju. Grałem więc z angielskimi napisami, na padzie.
Dzień czyścisz, nocą bronisz
Cała rozgrywka kręci się wokół cyklu dnia i nocy. Za dnia oczyszczasz ścieżki, naprawiasz bazy, rozpalasz lampy i przygotowujesz się na to, co przyjdzie po zmroku. W nocy zaczyna się obrona - chronisz towarzyszkę przed falami przeciwników, a twoi wioskowi stoją na pozycjach, które im wcześniej przydzielisz.
I tu pojawia się warstwa strategiczna. Wioskowym przypisujesz role - mogą być łucznikami, wojownikami z siekierami, a w pewnym momencie odblokujesz nowe typy, jak na przykład jednostki spowalniające przeciwników. Rozstawiasz ich na mapie, kombinujesz kto gdzie stanie, pilnujesz żeby żadna flanka nie była „dziurawa”. Na tym etapie sporo czasu zeszło mi na rozgryzanie, co właściwie jest tu do zrobienia.
Walka na razie to spam przycisków
Jeśli chodzi o samą walkę, na tym etapie gry to w zasadzie spam dwóch przycisków - X, X, X, Y. Siecze się fajnie, to trzeba przyznać. Jestem ciekaw, jak poziom trudności będzie się zmieniał dalej, bo póki co jest łatwo i nie widziałem opcji podniesienia trudności.
Jeden problem, który rzucił mi się od razu - nie da się namierzyć przeciwnika przyciskiem, jak to jest w wielu grach. Kamera też sama nie śledzi.
Klimat i muzyka
Klimat gry jest dość ciekawy, powiedziałbym - inny. Muzyka robi fajną robotę - fajnie to skomponowane. Oczyszczanie terenu wygląda trochę tak, jakbyś odkurzał jakiś kurz.
Między walkami jest sporo rzeczy do ogarnięcia - naprawy baz, zbieranie materiałów, ulepszanie ról wioskowych, talizmany. Do odkrycia jest tego sporo - dopiero próbuję rozgryźć, co tu konkretnie jest do zrobienia.
Jedno mnie gryzie
Nie lubię wyzwań czasowych w grach i tu niestety takie się pojawiają - „pokonaj go w minutę trzydzieści”. W Dying Light 2 robiłem wyzwania czasowe tylko po to, żeby wbić parkour na maksa - i nic poza tym.
Na pierwszych krokach gra działała mi stabilnie, ale co będzie dalej, zobaczymy. Sprawdziłem podstawy, wiem z czym to się je. Na razie gra jest prosta, a walka to spam dwóch przycisków. Zobaczymy, jak to się rozwinie na dalszych etapach.
Egzemplarz gry otrzymałem bezpłatnie od wydawcy (Capcom)