Mark of the Deep - pierwsze wrażenia z pełnej wersji (ze spolszczeniem w komplecie)

Mark of the Deep od Mad Mimic to piracka przygoda łącząca metroidvanię z mechanikami souls-like. Grałem w pełną wersję z własnym spolszczeniem i pełna wersja wypada ciekawiej niż demo - ale nie jest bez zgrzytów.

Pełna wersja, pełne spolszczenie

Pewnie część z was kojarzy, że Mark of the Deep pokazywałem już przy okazji wersji demonstracyjnej. Tym razem zagrałem w pełną wersję, i to od razu z polską lokalizacją, którą sam przygotowałem. Tłumaczenie opierało się na modelu GPT-4o mini i powiem wam szczerze - zdarza się, że ten model lekko odbija i tłumaczenie nie brzmi naturalnie. Spolszczenie jest do pobrania w opisie filmu na kanale, więc jeśli chcecie sprawdzić sami, zapraszam.

Co tu mamy, czyli piracka metroidvania z elementami souls-like

Mark of the Deep to produkcja studia Mad Mimic, wydana przez Light Up Games 24 stycznia 2025 roku. Gatunek? Akcja, przygodówka, indie, ale tak naprawdę to mieszanka metroidvanii z elementami souls-like. Eksplorujecie przeklętą wyspę, szukacie zaginionej załogi pirackiej (24 członków do uratowania), zbieracie lore z kamiennych tabletów i notatek, a po drodze dostajecie po głowie od krabów, meduz i bossów.

Znajome mechaniki w nowym sosie

Weterani souls-like rozpoznają tu znajome rozwiązania. Mamy sanktuaria jako punkty kontrolne, jest rolling z i-frame'ami, jest system obserwowania przeciwnika żeby widzieć kiedy spada mu życie - dokładnie jak w Monster Hunterze. Co fajne, wrogowie sygnalizują kiedy wykonają potężniejszy atak.

Pierwszy boss dał mi się we znaki. Za pierwszym podejściem padłem, za drugim też się nie udało, ale za trzecim wyglądało to już zupełnie inaczej. Przypomniałem sobie ataki, nauczyłem się wzorców i zabrakło może jednego, dwóch ciosów żeby go położyć za pierwszym razem.

Eksploracja i zamknięte drzwi

Typowa metroidvania - widzicie skrzynie, przejścia, mostki, ale nie macie jeszcze umiejętności żeby się tam dostać. Podejrzewam, że gdzieś dalej odblokujemy jakiś skok albo inną zdolność, która otworzy te wszystkie miejsca, które teraz można tylko oglądać z daleka. Są fragmenty do zbierania, które zwiększają HP, są relikwie, jest system gadżetów. Dużo elementów do odkrywania.

Co mnie gryzie

Brak mikstur leczenia na starcie to coś, co mnie trochę martwi. Idę na bossa bez żadnego potiona i muszę radzić sobie bez leczenia. Poza tym gra w pewnym momencie zrobiła się jakoś ciemniejsza wizualnie - nie wiem jak u was, ale u mnie to było odczuwalne. Cutscenek dalej nie da się pominąć, a odpalają się przy każdym powtórzeniu bossa. To było w demie i niestety zostało w pełnej wersji.

Czy warto?

Wygląda na to, że w pełnej wersji gra jest ciekawsza niż w demie. Więcej lokacji i więcej lore'u do odkrycia. Fabuła kręci się wokół przeklętej wyspy, zaginionej załogi i kamiennych tabletów, a walka opiera się na souls-like'owych wzorcach. Będę do Mark of the Deep wracał co jakiś czas.

Egzemplarz gry otrzymałem bezpłatnie od wydawcy (Light Up Games)