The End of the Sun - słowiański symulator chodzenia, który wciąga historią

Wcielamy się w Żercę, słowiańskiego maga ognia, i badamy wioskę ogarniętą zamętem czasu. Pierwsze wrażenia z The End of the Sun - polski dubbing, mechanika ognia i podróży w czasie oraz klimat rodem z naszych legend.

Żerca wchodzi do wioski

Wcielamy się w żercę, czyli słowiańskiego maga ognia i tropiciela mitycznych istot. Brzmi jak setup do jakiegoś RPG, ale nie - The End of the Sun to przygodówka, w której więcej chodzisz i czytasz niż walczysz. I powiem wam jedno: mimo że to symulator chodzenia w pełnym tego słowa znaczeniu, historia mnie złapała i nie puściła.

Na starcie trafiamy do wioski ogarniętej zamętem czasu. Cokolwiek to znaczy - gra też od razu nie tłumaczy. Rzuca cię w wir słowiańskiej mitologii, daje ci kartki z opowieściami o Światowicie, Swarogu i Mokosz, i każe ci się domyślać. Trochę jakbyś wpadł do czyjegoś snu i musiał sam ogarnąć, o co tu chodzi.

Ogień, dym i mechanika czasu

Główna mechanika opiera się na ogniu. Dosłownie. Znajdujesz paleniska, rozpalasz je, podążasz za smugami dymu, które prowadzą do „śladów czasu" - miejsc, gdzie wydarzenia się pokręciły. Stabilizujesz ścieżki losu i dym znika. Kiedy cały dym z danego ogniska się rozwieje, ogień ci pokazuje pełny obraz tego, co się wydarzyło.

Mechanicznie to mi przypomina trochę The Vanishing of Ethan Carter. Tyle że tutaj masz słowiańskie wierzenia i podróże w czasie przez ogniska. Jest nawet mapa z „ogniem czasu", gdzie wybierasz porę roku i przenosisz się do innego momentu - lato, wiosna, każda pora ma swoje wydarzenia do odkrycia.

Noc Kupały i te pieśni

Jeden z pierwszych większych fragmentów to noc Kupały - najkrótsza noc w roku, ogniska nad rzeką, wianki puszczane z nurtem, skakanie przez ogień. I muszę przyznać, że te utwory ludowe w grze są naprawdę fajnie zrobione. Dziewczyny śpiewają nad rzeką, jest bylica do oczyszczania w dymie, jest szukanie kwiatu paproci w lesie nocą. Klimat robi robotę.

Jest tu nawet wątek miłosny między żercą a Mirą, który się fajnie wplata w całą mechanikę stabilizowania ścieżek czasu. Bo okazuje się, że to, jakie decyzje podejmujesz przy ogniskach, wpływa na losy mieszkańców wioski. Łapiesz wianek dziewczyny albo go odpuszczasz - i to zmienia przebieg wydarzeń. Takie małe wybory, ale w kontekście słowiańskich wierzeń nabierają ciężaru.

Bariera jak w Gothicu

Ciekawa rzecz - na początku gry natykasz się na magiczną barierę, taką kopułę energetyczną, która nie pozwala ci przejść dalej, dopóki nie zajdą „pewne zmiany w czasie". Od razu mi się skojarzyło z barierą z Gothica. Oczywiście tu to działa inaczej, bo bariera jest powiązana z mechanizmem czasu, ale klimat jest podobny - zamknięta przestrzeń, z której nie wyjdziesz, póki czegoś nie rozwiążesz.

A na dodatek gra ma polski dubbing. Serio, nie spodziewałem się tego po niezależnej produkcji. Przy tego typu grze, gdzie dużo czytasz i słuchasz dialogów, miła niespodzianka.

Co mi zgrzytało

Wymagająca gra nie jest, odpaliłem ją w 4K na RTX 4070 Ti Super, ale i tak musiałem trochę zejść z ustawieniami tekstur. A ich podbijanie i tak niewiele zmienia.

Były też momenty, gdzie dialogi odpalały się same, bez mojego wciskania czegokolwiek. Raz celowo puściłem klawiaturę i myszkę, i scena poszła dalej bez mojej interakcji.

Wciąga czy nie wciąga?

Wciąga. Mimo że to walking sim w pełnym tego słowa znaczeniu - nie masz ekwipunku, nie masz walki. Masz chodzenie, czytanie notatek, rozpalanie ognisk i oglądanie scen. A mimo to chcę zobaczyć, co dalej. Kim jest ten feniks, którego tropimy? Co się stanie z Mirą? Jak wyglądają inne pory roku w tej wiosce?

The End of the Sun od The End of the Sun Team to gra, która stawia wszystko na klimat i słowiańską mitologię. Jeśli interesuje was ten temat - Swaróg, Mokosz, Światowit, obrzędy, wierzenia - to coś dla was. Jeśli szukacie akcji albo wymagających mechanik, pewnie się znudzicie. Ja zamierzam ją przejść do końca.

Egzemplarz gry otrzymałem bezpłatnie od wydawcy (The End of the Sun Forge)